Dzisiaj pragnę Wam zaprezentować moje postępy przy Kryśce. Jak na kobietę przystało, ma już torbę. Zaraz zabieram się za jej spódnice.




Dzisiaj miałam nie miłą przygodę. Rano siedzę sobie na łóżku, haftuje Kryśkę, cieszą się jeszcze z wolnego, aż tu nagle coś mi śmierdzi. Idę do kuchni, czy może gaz się nie ulatnia, ale to nie to śmierdzi tylko w ostatnim pokoju, coś nie tak. Pomyślałam, że to może instalacja elektryczna, ale też to nie to. Mój nos powiedział mi, że to koło kaloryfera, wyniuchałam, że smród i tym wylatuje z dziury, gdzie są rurki kaloryfera prowadzące do mieszkania pode mną. Idę w te pędy do starszego pana, który tam mieszka, wchodzę na korytarz - czarno dym szczypie w oczy i w gardło, sąsiadka z tego piętra próbuje się dostać do sąsiada. Pukamy razem, już myślę, trzeba zadzwonić po straż, ewakuować Julka i itp. a tu nagle wychodzi załzawiony dziadek i mówi wszystko w porządku, garnek zostawiłem pusty na gazie i zasnąłem... kamień z serca mi spadł. Skończyło się na szczęście tylko, albo aż potwornym smrodem na klatce...

Chciałam Wam jeszcze pokazać oprawionego Reksia. Psiak czekał sobie spokojnie przez 8 miesięcy, aby go wyeksponować. Tutaj-->
klik możecie zobaczyć moje postępy z tym uroczym psiakiem. Ramka kupiona w pepco, a papier w kropeczki w białostockim sklepie dla plastyków i architektów.
**********************************************